Rolakatalog

"Nie prowokujcie kretyna, by napisał arcydzieło, a nuż mu się uda!" Stanisław Jerzy Lec

Recenzja #16 - "Przykry początek" Lemony Snicket

Książka opowiada historię trójki dzieci, którym wszystko układa się fatalnie. Pomimo uroku osobistego i inteligencji rodzeństwo Baudelaire wiedzie żywot pełen przykrości i łez. Od pierwszych stron tej książki, gdy dzieci bawią się na plaży i otrzymują tragiczną wiadomość, nieszczęście depcze im po piętach. Są jak magnesy przyciągające pecha.
„Przykry początek” to pierwszy tom słynnego cyklu książek pt. „Seria niefortunnych zdarzeń”, z którą miałam po raz pierwszy styczność kilka lat temu, kiedy w telewizji zobaczyłam film. Ostatnio także zetknęłam się z pierwszym sezonem serialu i pomyślałam, że książka może przynieść mi ulgę po naukowych tomiskach, z którymi jako studentka musiałam się męczyć. Lubię książki dla dzieci, jednak „Seria niefortunnych zdarzeń” jest równie męcząca co serial. Realizacyjne serial to czysty majstersztyk, lecz fabuła pozostawia wiele do życzenia. To pokazuje tylko, z czym można spotkać się w książce.
Już od pierwszych stron czytelnikowi towarzyszy subiektywny narrator, Lemony Snicket, który nie boi się wtrącić swojej własnej interpretacji wydarzeń i skomentować tego, z czym czytający musi się zmierzyć. Jest to wszechwiedzący człowiek, wiernie podążającymi za trójką rodzeństwa, ale nie ingerujący w wydarzenia. Narrator to tylko obserwator, nie bohater.
Czasem wystarczy powiedzieć głośno, że się czegoś nienawidzi, i usłyszeć, że ktoś się z nami zgadza, aby poczuć się lepiej nawet w najgorszej sytuacji

 „Przykry początek”  to również czysta abstrakcja. Nie ma tu miejsca na logikę i konkretne wyjaśnienia. Po prostu zakładamy, że coś jest prawdziwe i tyle. Można podawać wiele przykładów, ale za najlepszy z nich tyczy się samej trójki rodzeństwa. Każde z nich posiada charakterystyczne cechy osobowościowe albo umiejętności, które nie mają prawa bytu w realistycznym świecie. W świecie książki są jak najbardziej akceptowane.

Książka nie jest dla starszego czytelnika. Nadaje się stanowczo dla młodszych pożeraczy powieści. Jest to lekka pozycja, którą przeczytałam  może w dwie godziny, więc nie trzeba spędzić nad nią dużo czasu. Jednak nie poczułam satysfakcji z śledzenia losów młodych Baudelairów. Męczyłam się i czułam, że to nie jest coś dla mnie. Akcja pędziła szybciej niż Wioletka tworzyła swoje wynalazki, a logika i prawdziwość zdarzeń zostały zapomniane dawno, dawno temu. Nie twierdzę, że wszystko w książkach ma być realistyczne, ale należy pamiętać, gdzie istnieje granica między wyobraźnią autora a czystą absurdalnością.

6 komentarzy:

  1. Czytałam tę pozycję i żałuję, iż nie zrobiłam tego jak byłam młodsza, bo zwyczajnie wyrosłam z takich historii. :(
    Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Dla osoby młodszej to naprawdę fajna pozycja, ale osoby starsze raczej tej historii nie strawią :(
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja niby też, ale ta ksiązka jest wyjątkowo męcząca...

      Usuń
  3. Szkoda, że książka nie trafiła do mnie, kiedy byłam młodsza, z pewnością nawiązałabym z nią lepszą nić porozumienia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak jest :( Starzejemy się za szybko ;)

      Usuń

© Agata | WS | x x.