Rolakatalog

"Nie prowokujcie kretyna, by napisał arcydzieło, a nuż mu się uda!" Stanisław Jerzy Lec

Recenzja #11 - "Nieprzyjaciel Boga" Bernard Cornwell

„A teraz brońcie się sami” – tak odpowiedział rzymski cesarz delegatom Brytów, którzy przybyli błagać go o pomoc w walce z najazdem Saksonów, Anglów, Jutów i Fryzów.
Brytania, na przełomie V i VI wieku po Chrystusie, najmroczniejszy czas w dziejach wyspy. Rzymianie odeszli, pogańscy bogowie ustępują nowej wierze – święte ognie gasną – nadchodzi era chrześcijaństwa…
Pogrążona w chaosie, podzielona na walczące ze sobą królestwa Brytania z trudem opiera się saksońskiej inwazji. Starzejący się władca, Uther, nie ma dziedzica w odpowiednim wieku – jedynym człowiekiem, który może sięgnąć po koronę i zjednoczyć kraj, jest podopieczny czarownika Merlina i nieślubny syn Uthera – Artur.
Uzbrojony w odwagę i honor, zdeterminowany, by ocalić Brytanie przed ostateczną klęską, musi stanąć do nierównej walki nie tylko ze zbrojną potęgą wroga, ale również z siłami, których nie sposób zrozumieć.


„Diabeł zastawia liczne sidła na drodze wiodącej do prawdy”

Kochany i zdradzany, wielbiony i znienawidzony, Artur jest nie tylko symbolem honorowej walki o ginący świat – jest przede wszystkim człowiekiem z krwi i kości.
Po lekturze "Zimowego monarchy" ciężko było stwierdzić, co w rzeczywistości będzie fabułą drugiego tomu. Kiedy jednak dowiedziałam się, że głównym wątkiem "Nieprzyjaciela boga" stanie się walka między dwoma religiami, nieco się zraziłam. Wszystkie obawy minęły, gdy zabrałam się do czytania. Książka jest nie tyle walką między chrześcijanami a poganami, a historią ludzi, którzy znaleźli się pomiędzy stronami konfliktu. Nie dostajemy bezpośrednich ataków, a raczej pośrednie wydarzenia, które w efekcie dają coś większego. Jest to powieść pełna spisków, źle podjętych decyzji i nawiązań do poprzedniego tomu. Bo przecież gdyby nie pewne decyzje - przede wszystkim Artura - wydarzenia z tego tomu mogłyby nie mieć racji bytu. Jak już się jest przy Arturze należy wspomnieć, iż w tym tomie dopiero wychodzi jak wielce samolubny jest to człowiek. Mamy wielkie wyobrażenia o tej postaci, dlatego trylogia Cornwella dopiero wypuszcza pewne brudy, które pasują do Artura. Źle podejmuje decyzje, źle ocenia ludzi i samolubnie postępuje w wielu przypadkach m.in. wystarczy spojrzeć na sprawę Tristana i na sprawę Ginewry, od razu potwierdza się tę cechę.
Motywem przewodnim stają się również przysięgi. Autor zadaje pytanie, ile tak naprawdę są one warte, czy cokolwiek znaczą i czy człowiek musi ich przestrzegać?
Cudowna powieść, ale ma pewne wady. Otóż pojawia się ten sam problem, który miałam przy czytaniu prozy Martina - bohaterowie idą przez kilkanaście stron. Właśnie, idą i nic się nie dzieje. Nie mniej nie odbiera to zbyt wiele punktów z oceny, gdyż książka godna uwagi, tak samo jak cała trylogia!

4 komentarze:

  1. Tym razem trafiłam na książkę, którą z chęcią bym przeczytała. Jeszcze nie mialam okazji, więc bardzo się nie wypowiem.
    Świetna recenzja :)
    Pozdrawiam i zachęcam cię do zajrzenia na projekt Fuzja Recezentów Książek http://fuzja-recenzentow.blogspot.com/.
    Alicja z
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! I chętnie zajrzę do projektu!

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o rozwlekłość akcji, to ostatnio czytałam powieść Anne Rice "Uczta wszystkich świętych". Szczerze powiedziawszy... *ziew*. Także tego.
    Jednakże chyba sięgnę po tę pozycję ;) Może to odrobinę puste, ale bardzo spodobała mi się okładka... a w drugiej kolejności opis mnie oczarował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam nic Anne Rice... Ale w tej książce faktycznie rozwlekana jest akcja, ale to normalne dla tego typu książek.
      To nie jest puste, ja sama uwielbiam wybierać książki po okładkach.
      A przy okazji, zaprosiłaś mnie na bloga, ale chyba błędny adres...

      Usuń

© Agata | WS | x x.