Rolakatalog

"Nie prowokujcie kretyna, by napisał arcydzieło, a nuż mu się uda!" Stanisław Jerzy Lec

Recenzja #9 - "Zimowy monarcha" Bernard Cornwell

Autor Bernard Cornwell
Tytuł Zimowy monarcha
Cykl Trylogia arturiańska 
Rok wydania 2010
Wydawnictwo Erica
Liczba stron 560
Cena 40 zł
Ocena na lubimyczytać 7,5
Moja ocena 
Przeczytane w ramach Czytam fantastykę Zapisane na pergaminie
Cytat "Życie to igraszka bogów i próżno szukać sprawiedliwości. Trzeba nauczyć się śmiać, powiedział mi kiedyś [Merlin], bo inaczej można zapłakać się na śmierć."

Legendy arturiańskie to najbardziej znane i kochane opowieści, które są przekazywane od pokoleń. Od wieków wprowadzają historyków w zakłopotanie, bo na pytanie, czy król Artur istniał naprawdę, nie potrafią odpowiedź. Szukają odpowiedzi i wskazówek, lecz prawda pozostaje w mrokach V wieku i nie wydaje się ani trochę wychylać w stronę światła, by zaspokoić naszą ciekawość.
By przybliżyć fabułę książki, należałoby streścić przynajmniej ćwierć powieści, co mogłoby grozić brutalnymi spoilerami. Aczkolwiek należy zaznaczyć, iż opis książki mąci w głowie i zaprawdę dostarcza jedynie fałszu i bezlitosnego kłamstwa. Gdyż głównym bohaterem, a także narratorem pierwszoosobowym, nie jest Artur, jak mogło by się wydawać, a Derfel – podopieczny Merlina, którego nie trzeba już przedstawiać. Cała powieść stanowi coś na wzór pamiętnika, który spisuje sama postać, będąca już w sędziwym wieku, zamieszkująca zakon jako zakonnik bez ręki i niemająca niczego z życia.
Mniej więcej do może i połowy książki nie poznajemy Artura. Wielokrotnie jest on wspominany, ale nie występuje jako bohater. To Derfel staje się osobą relacjonującą nam wydarzenia, których sam był świadkiem. Jak sam twierdzi, ubarwia niektóre opowieści, sprawia, iż stają się dla nas legendą, choć rzeczywistość była tak naprawdę inna.
Opowieść de facto zaczyna się od śmierci i klęski Mordreda, jedynego dziedzica Uthera Pendragona, i narodzin syn tegoż człowieka, który już jako niemowlę staje się jedynym następcą tronu. Aczkolwiek rzeczywistość bywa zgubna i niebezpieczna. Nad Brytanią wiszą widma śmierci, jest ona podzielona i toczy nieustanne walki między własnymi królestwami.
„Zimowy monarcha” to brutalna, pełna przemocy, gwałtów, prawdy, krwi i morderstw historia. Choć została upiększona przez samego narratora, główny zarys wydarzeń, a także okrucieństwo, jakie towarzyszyły tamtym czasom zostały nakreślone w sposób niezakłamany. Dostajemy czystą opowieść o wojnie, zdradzie, nierządzie i walce o władzę. Choć magia istnieje w tym świecie, jest ona jedynie częścią pradawnych zwyczajów i można ją dostrzec jedynie w słowach, gdyż w czynach całkowicie wymarła.
"Nadchodzą ciężkie czasy. Wszystko co dobre, stanie się złe, a co złe jeszcze gorsze. (...) Czasem myślę, że bogowie z nas kpią. Rzucają naraz wszystkie kości, żeby sprawdzić jak skończy się ta gra."

Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po tę pozycję, spodziewałam się dobrej wersji legendy arturiańskiej, ale dostałam przerażająco niesamowitą książkę o realistycznym wyrazie, która przypomina trochę „Grę o tron”, choć w moim mniemaniu bije ją na głowę. Zawiera wszystko, co powinna zawierać saga Martina, ale idzie o krok dalej. Jest mniej zawiła, czytelnik nie odczuwa nudy, trudno jest odłożyć pozycję na bok, a sami bohaterowie są bardziej realistyczni niż postacie z „Pieśni lodu i ognia”.
Można wspominać o wielu postaciach, ale należy nakreślić w sposób szczególny kilka osób. Derfel to z pozoru dzieciak, który wraz z biegiem wydarzeń dorasta i spotyka się z jakże okrutną rzeczywistością, aczkolwiek stawia jej czoło i ona sama wpaja się w jego życie. Jest porywczy, łatwo się zakochuje, ale jego oddanie i wierność stanowią wyraźny przykład dla wszystkich wojowników. Nimue to kochanka Merlina, który opuścił dom wiele lat wcześniej. Jako towarzyszka druida ma największą władzę, nawet sama Morgana musi jej usługiwać. Wierzy w to, iż pewnego dnia starzy bogowie powrócą do Brytanii, wyganiając chrześcijan z ich ziemi. Artur natomiast jest człowiekiem. Wiem, że to nietypowe stwierdzenie, lecz jest ono prawdziwe. W legendach wielokrotnie można było zobaczyć wiele wersji tej postaci, lecz dopiero w „Zimowym monarsze” ujrzałam Artura jako zwykłego człowieka. Człowieka, który popełnia błędy, daje się ponieść chwili, ale jest zarazem genialnym wojownikiem, taktykiem, umie znajdować w ludziach talent, a także wierzy w sprawiedliwość.
To dopiero wierzchołek góry lodowej. „Zimowy monarcha” jest powieścią, która wstrząsnęła mną doszczętnie. Nie spodziewałam się tego, co dostałam na kartach książki. Oczekiwałam wiele, ale dostałam coś zupełnie innego i większego.
Fabuła jest niebanalna. Obfituje w ciągłe, niespodziewane zwroty akcji, przez które szczęka opada do samej ziemi. I mimo że znamy legendę arturiańską, ten fakt tylko podsyca naszą ciekawość. Widzimy Excalibur, bohaterów, wydarzenia znane z opowiadań, ale i tak autor potrafi przekazać niby te same zdarzenia w sposób intrygujący, podsycający ciekawość i sprawiający, iż nie da się odłożyć lektury na bok.
Książka Bernarda Cornwella nie jest o miłości, nadziei, spełnieniu marzeń i dążeniu do jakiegoś celu. To po prostu historia zwykłego chłopca, który jest świadkiem wielkich wydarzeń, a z czasem staje się kimś więcej niż tylko biernym obserwatorem. Jednak by ujrzeć, czym jest tak naprawdę „Zimowy monarcha”, trzeba wziąć książkę do ręki i samemu się przekonać. Fani Martina nie zawiodą się, a przeciwnicy tego autora mogę znaleźć tutaj coś, czego nie znaleźli w „Grze o tron”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS | x x.