Rolakatalog

"Nie prowokujcie kretyna, by napisał arcydzieło, a nuż mu się uda!" Stanisław Jerzy Lec

Recenzja #11 - "Ogrody księżyca" Steven Erikson

Autor Steven Erikson
Tytuł Ogrody księżyca
Rok wydania 2012
Seria Malazańska Księga Poległych
Wydawnictwo Mag
Liczba stron 608
Cena 49 zł
Ocena na lubimyczytać 7,55
Moja ocena 
Przeczytane w ramach Czytam fantastykę Zapisane na pergaminie
Cytat "...jeśli odmawiasz człowieczeństwa wszystkim wokół siebie, odmawiasz go również sobie. I to właśnie najrychlej wpędzi Cię w obłęd. To ból który czujemy, pozwala nam to wszystko wytrzymać, sierżancie. Być może zmierzamy donikąd, ale przynajmniej przed niczym nie uciekamy."

Krwawa i wyczerpująca wojna trwa już dwanaście lat. Rządzone twardą ręką Imperium Malazańskie podbija jedno wolne miasto po drugim. Jego niezwyciężone legiony, prowadzone przez potężnych czarodziejów prą coraz dalej na południe - w kierunku legendarnego Darudżystanu... Tam rozegra się ostatni akt dramatu. W eksplozji czarów z Malazańczykami zetrze się sam Anomander Rake, najpotężniejszy z żyjących magów, władca latającej fortecy Odprysk Księżyca.. Wcześniej jednak na ulicach metropolii dojdzie do zaciekłych zmagań. Imperialni Podpalacze Mostów – elitarna jednostka cesarzowej Laseen – rzucą wyzwanie zabójcom Rake'a i ich sprzymierzeńcom...
„Malazańska księga poległych” to jedna z najbardziej rozpoznawalnych serii fantasy wszech czasów. Erickson stworzył niezwykły świat, pełen magii, tajemniczych ras, nieznanych stworzeń i bogów, którzy odgrywają ogromną rolę w życiu każdego człowieka.
Na początku trwania lektury męczyłam się okropnie. „Ogrody księżyca” to skomplikowane, przepełnione zwrotami akcji i wieloma, wieloma bohaterami tomisko, które nie raz doprowadzało mnie do kompletnej niewiedzy. Nie byłam pewna gdzie dokładnie się znajduje, w jakim momencie historycznym według książki – a trzeba zaznaczyć, że od prologu do epilogu minęło dobre kilkanaście lat. Poznajemy niezliczoną liczbę postaci, z których każda wnosi coś do fabuły. I chyba to sprawiło, iż ciężko jest przebrnąć przez pierwszy tom serii. Należy powtórzyć – to naprawdę skomplikowana historia. Kiedy zaczynamy w punkcie A, kończymy dopiero na punkcie Z, a po drodze wszystkie zdarzenia mają sens i wiernie mknął ku końcowi, dostarczając nam wielu wskazówek.
Erikson nie szczędzi nam dziwnych imion, takich jak Sójeczka czy Gruby. Tworzy własną mitologię, historię, świat i nazewnictwo, które czytelnikowi do końca nie jest w pełni znane. Czytałam, ale nie wiedziałam, o czym. Choć zapewne autor wiele wytłumaczył w tekście, to mój prosty umysł nie ogarnął tego. Za przykład mogę podać „powiernika monety”, niby już mniej więcej pojmuję co i jak, ale dalej nie wiem, co oznacza ta moneta.

"Powiedz mi, Tool, o czym myślisz najczęściej?
Imass wzruszył ramionami
– O bezcelowości, przyboczna.
– Czy wszyscy Imassowie o niej myślą?
– Nie. Większość w ogóle nie myśli.
– A to dlaczego?
Przechylił głowę. – Dlatego, że to bezcelowe, przyboczna."
Od gildii magów, aż po skrytobójców, żołnierzy, królów, arystokratów, pijaków, bogów, ogarów, smoków itd. Itd. Ciężko powiedzieć, czy nie istnieje w tym uniwersów jakaś ze znanych kast. Zabawa w kreowanie kolejnych postaci trwa niemal przez cały tom, aczkolwiek to spowodowało, iż nie mogłam do końca zżyć się z jakimkolwiek bohaterem. Erikson pędził niemiłosiernie, przez co zarys psychologiczny postaci był znikomy, ale przyczyna może leżeć w tym, że czytelnik miał się skupiać na wydarzeniach, mitologii i samym świecie.
Jednakże oprócz tego przekombinowania i skomplikowanej historii, trudno szukać innych wad, gdyż jest to książka niesamowita. Podziwiam Eriksona za to, że stworzył tak oryginalne dzieło. Autor ma własny styl i kiedy porównuje się go np. do Martina, od razu dostrzega się znaczące różnice. „Ogrody księżyca” są pisane na pewno prostszym językiem. Dodatkowo książka zawiera małą ilość opisów. Kiedy w „Grze o tron” nieraz przewijałam strony, na których były opisy rodów bądź przyrody, tak u Eriksona nie spotykałam się z taki sytuacjami. Mknie się przez kolejne strony, napotykając w większości na sceny walk bądź konkretnych sytuacji. Autor nie bawi się w szczegółowe wyjaśnienia. Po prostu przechodzi od wydarzenia do wydarzenia, co można dostrzec już na samym początku.
Dzieło Eriksona jest wyjątkowe i temu nie da się zaprzeczyć. Stanowi ważny tytuł dla fana fantastyki. Choć nie da się w rzeczywistości powiedzieć, o czym jest dokładnie ta powieść. Można rzec, iż to historia pewnej grupy ludzi. Tak jak mieliśmy u Martina, tak w „Malazańskiej księdze poległych” też jest ta bezcelowość, brak dążenia do jakiegoś konkretnego punktu. Choć w „Grze o tron” bohaterowie pragnął zasiąść na słynnym tronie, w „Ogrodach księżyca” przez ponad połowę nawet nie wiemy, co tak naprawdę się dzieje.
Ale komu mogę polecić książkę? Oczywiście fanom fantasy. To świetna pozycja, która może jednak się nie spodobać fanom Martina, gdyż to zupełnie inny styl, historia i świat. Dlatego zalecam samemu zapoznać się z dziełem i nie rezygnować po tych 100 stronach, bo trzeba cierpliwości dla tej książki.

5 komentarzy:

  1. Czytałam. Też czułam na początku tą dezorientację, ale to genialna książka. Trochę na pocieszenie mogę ci powiedzieć, że przy trzecim tomie ogarnęłam już świat i kto kim jest :-D
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie masz ochoty czasem sprzedać tej książeczki? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale ja nawet w swoich zasobach bibliotecznych nie mam tej pozycji :(

      Usuń
    2. Szkoda :( recenzja super i mnie zachęciła jeszcze bardziej tylko nigdzie nie mogę jej dostać :(

      Usuń

© Agata | WS | x x.