Rolakatalog

"Nie prowokujcie kretyna, by napisał arcydzieło, a nuż mu się uda!" Stanisław Jerzy Lec

Krwawy piątek #2 - "Ludzie z bagien" Edward Lee (recenzja)


Autor Edward Lee
Tytuł Ludzie z bagien
Rok wydania 2012
Wydawnictwo Replika
Liczba stron 400
Cena 40 zł
Ocena na lubimyczytać 6,96
Moja ocena 
Przeczytane w ramach Czytam fantastykę
Cytat "Tak ich tu nazywano. Lud bagien. Bagnowi. Najniższa kategoria ludu wzgórz. Chociaż wiele się o nich mówiło, rzadko można było ich spotkać (...) Ludzie z bagien uprawiali kazirodztwo od tak dawna, że niemal wszyscy byli groteskowo zdeformowani"

Crick City to zapyziała dziura. Brud, smród i ubóstwo; miejsce, którego nikt nie nazwałby domem. Jedynie Phil Straker, gliniarz z wydziału zabójstw, czuje się tutaj jak u siebie. A teraz ktoś - lub coś - urządza sobie w jego mieście istną rzeź.
Odcięte kończyny... Zmasakrowane zwłoki... Mówią na nich Ludzie z bagien. Przyczajeni od wieków w głębi ciemnego lasu, kierowani gniewem i żądzą zemsty. Zdeformowane, wykrzywione w dziwnych grymasach pyski, czerwone jak szkarłat oczy.
Teraz, kiedy księżyc wisi nisko nad ich starym domostwem, wybierają się na krwawe żniwa, by pogrążyć Crick City w koszmarze, którego to miasto nigdy nie zapomni...
Phil Straker to zdolny policjant, który pnie się po szczeblach kariery. Jednak zazdrość ludzka nie zna granic. Zostaje on wrobiony w nieumyślne zabójstwo dziecka podczas akcji i mężczyzna z przyszłością odchodzi z kwitkiem, bez szans na dalszą pracę w zawodzie. Aczkolwiek dawny znajomy, a także szeryf, z rodzinnej mieściny Phila proponuje mu powrót w rodzinne strony i zostanie tutejszym policjantem. Z braku lepszych perspektyw, godzi się na ofertę i ponownie wkracza do akcji.
I właśnie streszczając początkowe kilkanaście stron książki, spodziewałam się zupełnie innej akcji. Jednakże między tym wprowadzeniem, które dotyczyło głównego bohatera, dostaliśmy kilka narracji ze strony miejscowych rzezimieszków. Już w tym momencie dostajemy pełny obraz okrucieństwa i brutalności, z jaką przyjdzie nam się zmierzyć przez całe 400 stron powieść.
"Nie, Mały, gony, nie ogony, takie malutkie, i one som bardzo wrażliwe. I to jest tak, że te obdartuchy żyjom po lasach, dużymi rodzinami, i robiom to wszystkie ze wszystkimi, ojcowie dupcą córki, jakby nigdy nic, bracia zadajom sie z siostrami, synowie robiom brzuchy swoim matkom, i tak cały czas, z dziada pradziada. I to jest tak, że w tych gonach i karmosomach się wszystko jebie i sie rodzom pokurwione dzieci, jak ta tutej. I mówi się na nich Bagnowi"
Edward Lee to autor bezwzględny i niemający skrupułów. Choć człowiek sądził, iż wszystko już napisano, wymyślono, właśni tacy ludzie jak Lee, przypominają nam, że to tylko złudzenie. Nie wierzyłam, że istota ludzka może być tak mocno pozbawiona jakiegokolwiek cienia litości czy współczucia. „Ludzie z bagien” ukazują najgorszą, najbardziej bestialską, zwierzęcą (choć szkoda obrażać zwierzęta) stronę człowieka.
Gwałty, kazirodztwo, deformacje, brutalne mordy, stosy ciał i nawet nie wiem, czy dalej mam wymieniać. W tej książce jest wszystko co najkrwawsze, najbrutalniejsze. Może się powtarzam, ale potencjalny czytelnik musi wiedzieć, z czym ma do czynienia. Bo książka Lee to nie jest zwykły horror, to patologia, to gore, to czyste okrucieństwo i krwawy pomiot, który wyszedł spod pióra tego autora.
"Niektórzy jedli mięso na surowo, inni woleli pieczyste. Pulchne organy wyrywane były z otwartych brzuchów niczym owoce. Gałki oczne połykane były w całości jako oliwki, płuca zjadane jak kromki chleba, jelita pochłaniano, jakby były sałatą. Żywy nawóz wrzeszczał. Całe głowy przypiekane były nad otwartymi płomieniami, aż przybrały idealny odcień, po czym dzielono je na części i objadano do czysta ze smakowitego mięsa"
Ludzie z bagien to swoisty mit, legenda. Są to wielopokoleniowe stworzenia, które powstały na wskutek kopulacji między członkami rodziny. Są brzydcy, zdeformowani i wierzą w bóstwa, w demony, które mają ich doprowadzić do czegoś wyższego.
Nigdy nie czytałam, nigdy nie spotkałam się taką wizją horroru i najpewniej nigdy więcej do niej nie zajrzę. Wystarczyli mi „Ludzie z bagien”, by na zawsze pożegnać się z twórczością Edwarda Lee i zapewne Jacka Ketchuma, a także innych autorów z tego gatunku. Osobiście nie polecam wrażliwym czytelnikom. Bo to nie jest Herbert czy Masterton. Lee nie straszy, nie przeraża, on obrzydza. Bo nie spotkamy się w jego twórczości z czystym strachem, zapartym tchem czy silnymi emocjami. Czujemy jedynie mdłości, obrzydzenie i lęk przed tym, że po części jest to prawdziwa historia i takie okrucieństwo istnieje na tym świecie.
Nie dla mnie i dla osób o słabych nerwach. Jednak należy podkreślić dwie zalety samej książki. Jedną z nich jest niewątpliwie zaskakujące i nieprzewidywalne zakończenie, którego ani troszkę się nie domyśliłam. Natomiast druga z zalet tkwi albo w stylu Lee, albo w talencie tłumacza. Otóż język, jakim się posługuje narrator w czasie trwania scen z obywatelami miasteczka, a także słownictwo są wyjątkowe. To tak jak mamy w Polsce, kiedy ktoś z Lubelszczyzny pojedzie w Tatry. Nadal ten sam kraj, a jednak charakterystyczna gwara sprawia, że czasami naprawdę trudno się porozumieć. I tak samo jest w książce, choć niestety liczne, liczne, naprawdę liczne wulgaryzmy niszczą jakąkolwiek przyjemność z lektury. Choć trudno tu mówić o jakiejkolwiek przyjemności, gdy spotykamy się z tym, z czym przyszło nam się zmierzyć.

8 komentarzy:

  1. Najbardziej nie znoszę w książkach tych obrzydliwych, do cna zepsutych momentów. Nigdy w życiu nie sięgnę po tę książkę, dziękuję za przestrogę.
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny pomysł na serię, bardzo chciałabym zacząć czytać horrory, ale boję się, że słowo pisane będzie miało na mnie większy wpływ niż obrazy, bo akurat tak się składa, że oglądać horrory na dużym ekranie bardzo lubię. Myślę jednak, że po twojej recenzji nie będę zaczynać swojej przygody z tym gatunkiem akurat od "Ludzi z bagien". Czytałaś może jakieś horrory Kinga? Bo podczytywałam troszkę "Zieloną milę" i strasznie spodobał mi się styl pisania, a wiem, że pisze także literaturę grozy :)
    Obserwuję kochana, pozdrawiam!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Ogólnie czytałam "Miasteczko Salem" Kinga parę lat temu i można spokojnie to czytać i bać się na spokojnie. Bo "Ludzie z bagien odpadają". Ale jeśli chcesz coś lekkiego na przygodę z horrorem, to polecam "Nawiedzony" Herberta. Krótka, przyjemna i straszna lektura, ale nie obrzydza i bardzo dobrze się ją czyta.
      https://rolakatalog.blogspot.com/2016/08/polecam-nawiedzony-james-herbert.html
      Pozdrawiam i miłego czytania!

      Usuń
  3. No to widzę, że dla mnie też nie. Już same cytaty z tej książki odstraszają, a skoro mówisz, że tego jest więcej... Nie, przy książce mogę się bać, ale za mdłości podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, ja też podziękowałam, bo mocno przelatywałam strony. Obrzydliwe to jest i dużo lepiej z horrorów czytać Herberta czy Mastertona!

      Usuń
  4. Bardzo mi się ta książka podobała <3
    Właśnie ze względu na tę obrzydliwość, ohydność i naganność. To coś zupełnie innego w dzisiejszym świecie czystości, pozornej moralności i ugładzenia wszystkiego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od człowieka. Na pewno zgadzam się z twoją opinią, ale książka nie była na moje nerwy :(

      Usuń

© Agata | WS | x x.